swimrun, biegi długodystansowe, pływanie open water, swimrun Wióry w Górach Świętokrzyskich
Loading

Swimrun Rockman 2017 Folkvang – czyli taniec zwycięzców!

10 godzin 39 minut i 19 sekund – tyle czasu zajęło polskiemu swimrun teamowi, pokonanie pełnej trasy Rockman Swimrun. Pisząc pełnej mamy na myśli – łącznie z odcinkiem o wdzięcznej nazwie Dragons Neck. Jak do tej pory udało się to tylko 26 zespołom na świecie! Rockman to jeden z najtrudniejszych swimrunów na świecie. Dystans może nie jest długi, bo jest to raptem w sumie 6 km pływania i 35 km biegu. O skali trudności tego wyścigu świadczy jednak teren w jakim jest rozgrywany. Norweskie fiordy to strome zbocza, gdzie pogoda potrafi być kapryśna. Zawodnicy zatem muszą zmierzyć się z ponad 2500 m. przewyższenia, bardzo technicznymi szlakami oraz zimną wodą od 5 do 15 stopni! To już drugi start polskiej ekipy w tym wyścigu. Tak ścigali się rok temu.

Tak natomiast wyścig wspominają tegoroczni finisherzy:

„Ostatnie 200 metrów. Odwróciłem się w truchcie, spojrzałem na Jędrka i dostrzegłem coś przerażającego i niesamowitego zarazem – on był zwyczajnie zmasakrowany! Kurcze spinały mu całe nogi, a on jednak biegł, napierał cały czas. Pomyślałem F*ck! Miał być „jeden organizm”, a ja go zwyczajnie zajechałem, przetargałem za sobą niczym oponę od traktora na leśnym dukcie, a on nadal trzyma się na nogach, mało tego – on wciąż biegnie!”

„JA nie dotarłbym do mety, gdybyś TY nie dał z siebie wszystkiego, ani TY byś tego nie dokonał gdybym JA odpuścił. W Rockmanie liczy się tylko MY! Jeden bez drugiego nie znaczy nic. I to jest piękne. I wiesz co Grubasie? Maras płakał jak to pisał. Epicki wyścig!”

Marek Szymczak – (jego pełną relację znajdziesz tutaj)

„Lecę z tyłu na tym sznurku jak prosiak na postronku. Stękam, kwiczę, trzęsie mi się galareta. Marek nie ma dla mnie litości, choć teraz już pyta czy chce się odpiąć, bo chyba sam się boi, że nie wyhamuje i razem zlecimy ze zbocza. Jest ryzyko, że zaraz stracę zęby ale wolno w tym wyścigu już było. Teraz czas na szybko. Z drugiej strony. Podoba mi się ta prędkość i to, że mamy być jak jeden organizm, sklejony z dwóch różnych gości przez całe zawody. Sklejeni zatem zostajemy do samego końca! Pękam dopiero na mecie…”

Jędrzej Maćkowski – (tu zapraszamy na pełną relację Jędrka)

LEAVE A COMMENT