swimrun, bieg, pływanie, open water, swimrun Wióry w Górach Świętokrzyskich

Garmin Swimrun Series – Stężyca 2018 film promo

Pamiętam jak nagrywaliśmy ten film. Zmęczonych całym dniem organizacji zawodów chłopaków, udało namówić się, by wskoczyli w pianki, zmienili buty i spróbowali kilka razy wejść i wyjść z wody. Szło opornie do momentu, gdy operator nie krzyknął – Kamera AKCJA!

Zabrzmiało to w naszych uszach jak START! Znany sygnał, który przez kilkanaście lat kariery w triathlonie na poziomie mistrzowskim – Marcina Florka i Filipa Szołowskiego, zawsze wprawiał w ruch na najwyższe obroty, zadziałał i teraz. Ruszyliśmy! Nie zdążyliśmy tylko ustalić, gdzie wchodzimy do wody…

Pamiętałem jednak fajną skarpę, na której zbiegu liczyłem nabrać przewagi, w końcu pozostali to „asfaltowcy”. Wskazaniem ręki – ustaliliśmy zgodnie, że tam… I tam też pognaliśmy.

Filip w parze z Marcinem – kiedyś najwięksi rywale i ja z Marcinem Waniewskim – wciąż bardzo na chodzie weteranem polskiego triathlonu. Flori z przodu i komentujący za nim złośliwie Filip – „Ty ale d.. miałeś kiedyś mniejszą”. Srogie spojrzenie Florka i mocne szarpnięcie holu studzi – żarciki Filipa. Tak szybko, chyba nigdy nie biegłem. Co się jednak robi dla filmu.

Dobiegamy do skarpy. Usypująca się spod nóg ścieżka leci ostro w dół. Na błąd czekają wystające korzenie. Panowie dramatycznie zwalniają. Tylko Wania leci za mną podczepiony w dół na lince i krzyczy coś w stylu – „Wolniej, połamiesz mnie, tu się nie da biegać!”

Akcja STOP – krzyczy operator. – „Panowie musicie jakoś tak żywo z tej skarpy do wody wskoczyć, a nie jak ostatnie lebiegi.”

Powtarzamy scenę. Znów dobieg do skarpy. Ktoś krzyczy – „Gruby leć pierwszy – najwyżej na tobie wylądujemy”. Lecę. Tym razem jednak nikt już nie zwalnia

Nie zwalniamy też na pływaniu. Do tego stopnia, że rozsadza mi płuca ale nie zwolnię. W końcu są już na sportowej emeryturze i to oni prędzej pękną. Skubani jednak z każdym pociągnięciem nadają mocniejsze tempo. To się nazywa – pamięć mięśniowa! Wyjście z wody, gdzieś w trzcinach. Rwane oddechy wzmagają się pod ostrą górkę. Obrót głowy i kontrola gdzie partner. Jest! Zmieniamy się na prowadzenia. Wania dociska mocniej, bo kawałek płaski, a po nim znowu do wody…, z wody, wąski leśny dukt i niemal na trzy cztery krzyczymy do siebie. Nie tak szybko – przecież to nie zawody! Każdy udaje pokazać jednak, że go to nie ruszyło. Głośnych, płytkich oddechów jednak nie da się powstrzymać.

STOP AKCJA! Mamy to! Chwila ciszy i słyszę – „E fajne to”. Na twarzach Marcina i Filipa widzę banany, dokładnie takie same jakie mieli, gdy udało im się powalczyć na zawodach te kilka lat temu. A na mecie, nie raz dzieliła ich sekunda, dwie. Waniuś też zadowolony. Zagorzali triathloniści sami się przekonali. I co więcej – wyzwanie zostało, rzucone. Widzimy się 30 czerwca w Stężycy. Mam nadzieję, że i wam się spodoba! Taką właśnie siłę rażenia ma swimrun! Jeśli nie chcecie się zarazić, nie dajcie się przekonać nawet na potrzeby kręcenia filmu 😉

Ci co jednak mają na to ochotę to więcej informacji o Garmin Swimrun Series w Stężycy znajdziecie pod tym linkiem właśnie. Zapisy ruszyły 20 listopada. 3 dystanse – limit miejsc 200 osób!

autor: Jędrzej Maćkowski

LEAVE A COMMENT